poniedziałek, 27 października 2014

Kolega Brata cz. 64

 Miałam mętlik, chciałam wyjść z kościoła szybko, poczułam że mam nogi jak z waty, zrobiło mi się słabo, a na sobie czułam oddech Kuby.....
-Cześć Polu-usłyszałam cichy głos Kuby.
-Cześć.-odpowiedziałam, i wszyłam a raczej praktycznie wybiegłam z kościoła.
-Wszystko w porządku?-zapytał Rafał.
-Tak, tak.-uśmiechnęłam się i patrzyłam jak Marek z Pauliną zbierając monety.
Po wszystkim udaliśmy się do samochodu, Rafał otworzył mi drzwi do samochodu, tak jak i mojej mamie, następnie wszyscy ruszyliśmy za panną młodą, wyciągając telefon, zobaczyłam nową wiadomość,
-Wyglądasz przepięknie, proszę pogadaj ze mną, nie uciekaj, błagam..-Nadawca Kuba, mój żołądek ścisnął się, do oczu napływały łzy, ale od razu odgoniłam wszelkie myśli, przypominając sobie umowę z Markiem, schowałam telefon, i próbowałam skupić swoje myśli na czymś zupełnie innym.
-Piękny ślub.-rzekła uradowana mama.zerkając na mnie.
-Zgadzam się.-uśmiechnęłam się, i dalej wróciłam do wpatrywania się w okno.
Rozmowa w samochodzie ciągle się toczyła, raz powiedział coś Rafał, raz tata bądź mama, ja nie mogłam zorientować się o czym w danej chwili mówią, cieszyłam się, że ja nie muszę uczestniczyć w tej konwersacji.
-A Ty jak myślisz Polu?-z zamyślenia wyrwał mnie głos roześmianego Rafała.
-Na jaki temat?-uśmiechnęłam się przepraszająco. Wszyscy się zaśmiali, a ja patrzyłam na nich wyczekująco.
-O czym tak myślisz kochanie?-zapytała z troską mama, Rafał zerkał tylko w lusterko by mnie widzieć.
-Przepraszam, zastawiałam się nad tym jak będzie na weselu. Więc jakie było pytanie?-zapytałam mając nadzieję, że odpuszczą dochodzenie.
-Będzie na pewno cudownie.
Nikt więcej się nie odezwał, bo dojeżdżaliśmy na miejsce, po drodze było kilka szlabanów, a ja nadal nie dowiedziałam się, jakie Rafał zadał mi pytanie.
Na sali gdy skończyłam składać życzenia, poproszono bym wyszła na dwór, bo rodzice mnie wołają.
Dostrzegłam ich z pewną grupką osób, śmiali się, i rozmawiali, przy tym się uściskając.
-Pola! Jak Ty kochanie wyrosłaś!-powiedziała pewna....ahh tak to moja ciocia, nie widziałam jej od kilku dobrych lat, niektórych ludzi nie znam,a niektórych pamiętam przez mgłę.
-Dzień Dobry-powiedziałam i się uśmiechnęłam.
-Zobacz Józef, jaka ona piękna, ohh Pamiętasz Tomka?-skierowała wzrok na chłopaka stojącego koło mnie. Próbowałam sobie cokolwiek przypomnieć, ale w głowie miałam pustkę.-Całe dzieciństwo się bawiliście.-uśmiechnęła się, a ja podałam rękę Tomkowi i się uśmiechnęłam, a on mnie przytulił.
-Jak urosłaś Polu-szepnął mi do ucha.
-Na prawdę pięknie wyglądasz, jesteś taka podobna do taty, ale i mamy też.-na moich policzkach czułam wypieki, mam tylko nadzieję że ich nie widać, czułam na sobie wzrok, odwróciłam się lekko, i zobaczyłam stojącego przy fontannie Kubę, rozmawiającego z jakimś chłopakiem. Przy dłuższej rozmowie z dowiedziałam się, że Tomek nie jest ze mną spokrewniony, i że ma dwadzieścia lat. gdy w końcu uwolniłam się od mojej rodziny, poszłam na salę, a oni poszli na salę obok, gdzie odbywała się  się osiemnastka, kuzynki tomka, co za przypadek.
Odnalazłam się na liście, i ruszyłam do stolika numer cztery, gdzie siedzieli praktycznie sami faceci, przyjaciele, kuzyni, kuzynki, ich osoby towarzyszące, w skrócie młodzi ludzie, w tym Kuba, jak pięknie, gdyby nie to wszystko mam siedzieć koło Kuby,a to nie będzie sprzyjać próbie odsunięcia się od niego, boję się, że nie zważając na nic przytulę się, i pozwolę emocją i uczuciu wygrać, a przede wszystkim zapomnę o tym wszystkim i dam mu tą satysfakcje, że wygrał. Przywitałam się z każdym i usiadłam no swoim miejscu, po lewej stronie siedział Kuba, a po mojej prawej Rafał, z czego się ucieszyłam.
-Polu mogę Cię na chwilę prosić?-zapytał Marek.
-Oczywiście-wstałam i ruszyłam za bratem, nieco zestresowanym.
-Poluś, przepraszam, ale zapomnieliśmy powiedzieć, żeby nie sadzali Kuby koło Ciebie, wiem, że jesteś na niego zła, i możemy coś z tym zrobić, przesadzić czy coś.
-Daj spokój, nic się nie stało, nie martw się, dam sobie radę, to Twój dzień, i nie trać czasu na smutki, będę siedzieć koło niego, myślę że mnie nie zje.-zaśmiałam się.
-No wiesz, z tego co wiem, to jest bardzo stęskniony za Tobą, więc kto wie.-Oboje zaczęliśmy się śmiać, i wróciliśmy na sal, od razu mój humor się poprawił i poczułam się pewniej.
Po obiedzie, na środek wyszła Para Młoda, zatańczyć pierwszy taniec, było cudownie, klimat, tylko oni się liczyli, nikt więcej, wirowali na parkiecie, to wybranej przez siebie melodii, wyglądali cudownie, nieziemsko wręcz, na kolejny utwór zespół zaprosił całą salę, udało mi się odbić brata i z nim zatańczyć, wspaniałe uczucie, przede wszystkim dlatego, że to mój pierwszy w życiu taniec z bratem. Kuba widziałam, że tańczył z jakimiś dziewczynami, więc i ja spokojnie mogłam przyjmować propozycje tańców.
-Zatańczysz?-usłyszałam głos Rafała.
-Oczywiście.-uśmiechnęłam się i podałam jemu dłoń, ścisną ją lekko i odwzajemnił uśmiech. Tańczył świetnie, i do tego świetnie się z nim dogadywałam, ciągle wypytywał mnie o wszelkie szczegóły związane ze mną, odwdzięczałam się mu tym samym. Gdy ruszyłam w kierunku stołu, ktoś złapał mnie za dłoń, odwróciłam się i zobaczyłam Kubę, który prosi mnie do tańca, zgodziłam się, czułam się nieswojo, i dziwnie, dystans między nami rósł i rósł, nic nie mówił, tylko obserwował każdy mój ruch, parę razy przytulił mnie bardziej, napawał się chwilą, tak jak i ja, chciałam go przytulić, pocałować, to napięcie, chciałam go mieć tylko i wyłącznie na wyłączność. Po skończeniu utworu i tańca, podziękowałam i   wyszłam na zewnątrz by ochłonąć, i odpocząć, a przede wszystkim by uniknąć siedzenia przy stole. Poszłam za restaurację, gdzie znajdowało się oświetlone oczko, i kilka ławek, oraz most z altanką przystrojony kwiatami.
Słyszałam kroki, lecz nie odwróciłam się, wiedząc, że stoi tuż za mną Kuba, w końcu musimy pogadać, tylko szkoda, że w takim momencie, w takim dniu. Po takim cudownym tańcu, mam cichą nadzieję, że nie ostatnim.
-Kocha...-przerwał i zaczął dalej.-Polu, pogadamy? Przepraszam, że teraz.
-Kiedy trzeba.-powiedziałam, starając żeby zabrzmiało to obojętnie.
-Usiądziemy?-wskazał na ławeczkę obok, kiwnęłam głową i usiadłam, a on tuż koło mnie, chwile milczeliśmy, aż w końcu zaczął.
-Chce to wszystko wyjaśnić. To nie jest moje dziecko, nie spałem nigdy z nią, chciałem jej pomóc, bo nie dawała sobie sama rady, chłopak ją zostawił, jak dowiedział się, że jest w ciąży, bałem się, że coś sobie zrobi, chciałem Ci powiedzieć, ale bałem się, że...że mnie zostawisz. I tak się stało. To co przeżyłem przez ostatni miesiąc, jak bardzo zrozumiałem, że Cię kocham, że nie wyobrażam sobie życia bez Ciebie, zakończyłem całkowicie wszystkie znajomości z przeszłości, dla mnie liczy się tylko teraz i przyszłość, tylko i wyłącznie z Tobą, Ty jesteś dla mnie najważniejsza, tylko Ty. Okazało się, że będąc ze mną, spała z innymi. I wtedy zaszła w ciążę, ja byłam pewny, że to nie moje, bo nie uprawialiśmy seksu, jak już wspominałem. Proszę, przemyśl wszystko, iiii chciałbym byś dała mi jeszcze jedną szansę.
Przyswajałam każde jego słowo, cieszyłam się, że to nie jego, że to wszystko zakończył, że jest na wyciągnięcie ręki, że mnie kocha, tak bardzo byłam szczęśliwa, pomimo łez, pomimo wszystko, lecz nie mogłam tak mu odpuścić, nie jestem wstanie. Patrzył na mnie, podniósł powoli rękę i położył na mojej, poczułam ciepło i przyjemny dreszcz.
-Tak bardzo mi Ciebie brakuje.-dopowiedział-Powiedz coś.
-Kuba, nawet nie wiesz jak się cieszę, lecz boje się znowu zaufać, nie mówisz mi wszystkiego, ostanie miesiące zachowywałeś się tak dziwnie, nie miałeś dla mnie czasu, mówiłeś, że przetrwamy wszystko, że nie dasz mi powodów do zazdrości, że jesteś szczery, a tak nie było. Wybaczam Ci i sama przepraszam.
-To znaczy, że wrócisz do mnie?-na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech nadziei.
-Przykro mi , ale choćbym chciała to nie mogę, wybacz, ale nie dam rady, muszę to przemyśleć, dajmy sobie czas.-patrzył się i słuchał co mówię, jego twarz zbladła, zniknął uśmiech, a pojawiły się łzy. Pierwszy raz widziałam go w takim stanie.
-Polu, ja tak bardzo Cię przepraszam...nie mogę dłużej bez Ciebie żyć, tak bardzo za Tobą tęsknię, tak bardzo chce Cię przytulić, pocałować, usnąć i obudzić się przy Tobie, spędzać z Tobą każdą minute, ja tak...bardzo Cię kocham, daj mi szansę proszę.-spojrzał się na mnie ostatni raz, po jego policzkach płynęły łzy, zakrył twarz rękami, i zrobiło mi się smutno, i poczułam że potrzebuje się do niego przytulić, Zdziwił się, i po chwili odwzajemnił uścisk.
-Dziękuje.-powiedział przez łzy.
-Zrobimy tak.-zaczęłam a on obserwował mnie.
-Teraz wrócimy na sale, będziemy się świetnie bawić, zapomnimy o smutkach, zostawimy to tak jak jest teraz, a po weselu, poprawinach  porozmawiamy na spokojnie, w odpowiednim do tego miejscu.
-Dobrze.-powiedział, podał mi rękę i zaprowadził na salę. gdy weszliśmy do środka, poszedł się ogarnąć, a ja poszłam usiąść i się napić....






Witajcie Kochani;*
Udało mi się szybciej napisać.
Lece spać, mam nadzieję, że się podobało, Dziękuje Wam;*
Pozdrawiam;*
Olaa <3

niedziela, 26 października 2014

Kolega Brata cz. 63

Nawet nie pożegnałam się z Damianem, rodzice chcieli po drodze jeszcze wjechać do paru miejsc.
W czasie powrotu do domu zajechaliśmy do paru pięknych miejsc, i odwiedziliśmy rodzinę, której nie znałam wcześniej,  Damian ciągle pisał, że tęskni,  a ja nie potrafiłam powiedzieć tego samego, czułam się strasznie, coraz bardziej się od niego oddaliłam , zamiast przybliżyć to ja się oddalam, nie chce, nie potrawie go oszukiwać,  muszę wymyślić coś by go uświadomić,  że nie dam rady,  mam mieszane uczucia do Kuby,  boli mnie to co zrobił,  już tyle czasu minęło od tego zdarzenia,  tęsknie za nim ale muszę wierzyć,  że zapomnę o jego dotyku, bliskości,  przede wszystkim o nim, a wiem że się nie da.
-Poluś jesteśmy -usłyszałam głos mamy, otworzyłam oczy i zobaczyłam nasz dom, jak ja tęskniłam za moim pokojem, domem, choć bardzo podobało mi się nad morzem, ale to jednak dom, i wolałabym spędzić wakacje z....Polaa..przestań o nim myśleć. Jestem zła na samą siebie.
-Świetnie!-uśmiechnęłam się i zabrałam swoje rzeczy z bagażnika,  udając się do pokoju, mama jeszcze krzyknęła,  że wieczorem przyjedzie Marek z Pauliną i Gabrysiem, byłam w niebo wzięta,  napisałam tylko Damianowi że jestem na miejscu,  i więcej nie pisałam,  musiałam ochłonąć,  przemyśleć,  pobyć sam na sam ze sobą.
Rozpakowałam swoja torbę, zaniosłam ciuchy do prania. Postanowiłam wziąć gorąca kąpiel, i się zrelaksować.
~~~~~~~kilka godzin później~~~~~~
-Proszę!-powiedziałam, wyciągając głowę z za książki.
-Cześć Siostra-ujrzałam brata i od razu pojawił się uśmiech na mojej twarzy.
-Marek!-Krzyknęłam i zeskoczyłam z łóżka wprost w jego ramiona, przytulił mnie tak mocno.-Tęskniłam.
-Ja też.Opowiadaj jak było.
Po godzinie skończyłam opowiadać,  dosłownie wszystko. Patrzył na mnie zaskoczony.
-Ohh Polu, bardzo miałaś atrakcyjny wyjazd,  nie wiem co Ci poradzić,  daj sobie czas, wtedy zobaczysz sama.
-Problem w tym,  że ja Kubę bardzo kocham, a do Damiana mam mieszane uczucia,.
-Wiem, i wiem że powinnaś pogadać z  Kubą,  cały czas pyta się co z Tobą,  martwi się,  jest na siebie zły,  i wiem też,  że....sam powinien Ci to powiedzieć,  uwierz mi rozmawiałem z nim cały czas, przyjeżdżał tutaj,  ale dopiero gdy mu powiedziałem że jesteś nad morzem dał spokój.
Wpajałam wszystkie słowa Marka, byłam zadowolona z tych słów a zarazem smutna, bo boje się zaufać,  bo wiem że jak się z nim spotkam wpadnę w jego ramiona,  a muszę dawać pozory zimnej na jego względy, tak bardzo za nim tęsknie.
-Wiem Polu że jest Ci ciężko,  ale chcę byś była szczęśliwa, zależy mi byś była uśmiechnięta, a jeżeli to szczęście może dać Ci tylko Kuba, to daj mu się wytłumaczyć.
-Nie wiem czy jestem w stanie z nim porozmawiać, bo wiem Marku, że gdy go zobaczę, cała złość minie.
-Ojj Polu,zrobimy tak, do wesela nie spotykaj się z Damianem, ani z Kubą, daj sobie czas, pobądź z przyjaciółmi, baw się, staraj się nie myśleć, i żyć z dnia na dzień, ani grama wspomnień, ani grama przeszłości. Zgoda? Jesteś świadoma, że On będzie na ślubie?
-Tak wiem, w końcu to Twój przyjaciel, a idzie s...sam?
-Myślę, że z nikim nie przyjdzie..-Chwile zwątpił w swoje słowa, ale zaraz się uśmiechnął.-Więc jak zgadzasz się?
-Tak zgadzam, postaram się nie rozpamiętywać tego co było.
-I tak ma być, teraz proszę uśmiech i chodź zobacz Mojego Syna!-powiedział to tak dumnie, taki zadowolony i szczęśliwy. Od razu podniosłam się i ruszyłam za Markiem, na kanapie w pokoju dostrzegłam śpiącego małego szkraba, cudowny, podobny do mojego brata, parę szczegółów Pauliny, nie dziwię się że są tak zachwyceni, sama jestem zdumiona tą maleńką istotką, patrzyłam się na niego bardzo długo, czułam radość jaka mną emanowała, wyobrażałam sobie jak on już biega, bawi się, i przybiega do mnie z wielkim uśmiechem jak mnie widzi. Jeszcze trochę i mam nadzieję, że będę jego najlepszą i najukochańszą  ciocią, słuchałam jak rozmawiają, nie odrywając wzroku od Gabrysia. Rodzice opowiadali jak było cudownie, w pełni się z nimi zgadzałam, będzie mi brakować zachodów słońca, ale to nie to samo co  oglądanie z osobą którą się kocha. Miałam o tym nie myśleć, po chwili wyłączam wszelkie myśli i skupiam się na rodzinie, zajadając się karpatką, którą mama zdążyła upiec, jak zwykle pyszna, uśmiechnęłam się i dalej obserwowałam maluszka.
Chwile po dziewiętnastej pojechali by nie męczyć już małego, zachwyceni rodzice pomyślałam. Na samą myśl mam uśmiech na twarzy. Marek przed wyjściem przypomniał mi o naszej umowie, a ja obiecałam, że dam rade, podziękowałam i uściskałam na pożegnanie.
-Już za tydzień ślub!-oznajmiła mam i opadła na fotel uśmiechnięta.-Polu musimy iść Ci w poniedziałek kupić sukienkę i buty, musisz wyglądać pięknie.-Uśmiechnęłam się i przytaknęłam.
-Kochanie i garnitur idziemy Ci kupić-spojrzała się na tatę. nie unikniesz zakupów z nami.-powiedziała zadowolona mama. Tata niezbyt lubi chodzić po sklepach.Spojrzałam na jego minę, miał przerażenie pomieszane z rozbawieniem. Oboje wybuchnęli śmiechem, a ja zaraz do ich dołączyłam.
Po zjedzeniu ciabaty z serem i wypiciu soku pomarańczowego poszłam do pokoju, przebrałam się w pidżamę i położyłam się do łóżka biorąc laptopa na kolana. Przeglądałam internet, dałam znać przyjaciółką, że już wróciłam. Ola nadal jest zagranicą, paulina wyjechała gdzieś do rodziny i wróci dopiero we wtorek wieczorem.
-Przepraszam Poluś.-usłyszałam głos mamy.
-Tak?
-Połóż się wcześniej spać, bo jutro z samego rana jedziemy do Asi na cały dzień.
-Ohh cudownie, będzie Julka i Agata?
-Tak wszyscy z Konina mają się zjechać.
-Wspaniała wiadomość.
-Dobranoc córeczko.
-Dobranoc mamo.
Jeszcze chwilę popatrzyłam na facebook'a i odłożyłam laptopa na szafkę obok łóżka.
Długo nie musiałam czekać na odpłynięcie w świat snów.
Wstałam coś przed ósmą, wzięłam długi prysznic, wysuszyłam włosy, i wiele innych rutynowych rzeczy. Zrobiłam śniadanie chcąc zrobić niespodziankę rodzicom, gdy położyłam na stole talerz z naleśnikami weszła do kuchni zaspana mama a za nią tata.
-Polu..śniadanie?Zobacz jaką mamy cudowną córkę.-Uśmiechnęłam się i czułam się dumnie.
Wracamy już z Konina, wspaniale się bawiłam, zjechała się cała rodzina, nie było chwili na smutki, cały dzień spędziłam z kuzynostwem, spacery, zabawy, rozmowy, nawet tańczyliśmy na łące, wygłupiając się. Pod wieczór zrobiliśmy grilla, wujek jak zawsze zaczął opowiadać historie, niektóre znam na pamięć, a niektórych nie znałam, mila odmiana, kocham tych ludzi.
Gdy dojechaliśmy do domu, było parę minut po dziesiątej, byłam strasznie zmęczona, pełen wrażeń dzień, wzięłam kąpiel i poszłam spać, napisałam tylko Damianowi dobranoc, starałam się nie utrzymywać z nim kontaktu, jak wróci muszę z nim pogadać, poważnie z nim pogadać, boje się tej rozmowy, ale inaczej nie można.
Następny dzień miał wydawać się bardzo ciekawie, zakupy, muszę kupić sobie piękną sukienkę, muszę pokazać Kubie co stracił. Ahh miałam o nim nie myśleć, dam radę, do wesela tak mało zostało, jak dobrze, że Damian wraca  niedziele, w dniu poprawin. Nie muszę się martwić, że będzie zły, że go nie zaprosiłam, ciągle daje mi znaki, że chce iść ale nie zdąży wrócić,.
O dwunastej pojechaliśmy na miasto, nie mogłam nic dla siebie znaleźć, przeszliśmy wszystkie chyba sklepy w mieście, w końcu w ostatnim sukienka przykuła moją uwagę, był piękna, koloru różowego, dopasowana, idealnie pasowała do mnie, gdy ją przymierzyłam, rodzice byli zachwyceni.
-Bierzemy!-powiedział tata, na mnie patrząc. Zaśmiałam się. Tata kupił sobie garnitur, szybciej niż ja sukienkę, dużo nie musiał przymierzać, tak jak i mama kupiła sobie piękną sukienkę, a ja przymierzam chyba dwusetną sukienkę, i dopiero ona mi się podobała. Byłam zadowolona, a zarazem zmęczona tymi przymiarkami już na ratuszu wybiła piętnasta, a jeszcze musimy kupić buty, w między czasie kupiłam sobie parę nowych ciuchów, butów nie szukałam długo, czarne szpilki, jeszcze tylko parę dodatków i wypełnią cały mój strój.
Nawet kupiłam sukienkę na poprawiny, zadowoleni z zakupów wróciliśmy do domu, mama zrobiła obiad, i reszte dnia minęło bez jakichkolwiek atrakcji, nie mogę się doczekać soboty i ślubu, a może raczej.......Nieee! przestań o nim myśleć! Krzyczę na siebie w myślach.
Wzięłam telefon do ręki odpisałam Damianowi na sms'a o treści:" Jak mija dzień Księżniczko? Tęsknie za Tobą mocno, bez Ciebie jest nudno, i zachody słońca nie są już takie same, Kocham Cię!~<3" Zatkało mnie, nie napisałam mu, że ja go kocham, nie chce kłamać, nawet jeśli on tego chce. Przez przypadek włączyłam galerie, a tam zdjęcia z Kubą, od razu wyłączyłam wszystko i poszłam spać.
~~~~~Kilka dni później~~~~~
Dzisiaj sobota, wielki dzień dla Pauliny i Marka, jestem podekscytowana. Niedługo Marek przyjedzie ze świadkiem, wszystko mam już naszykowane.
Cały tydzień minął bardzo szybko, spotkałam się z dziewczynami, które wróciły, dałyśmy sobie małe upominki, i rozmawiałyśmy całą noc, robiąc sobie babski wieczór, czy inaczej mówiąc pidżama party, świetnie się bawiłam, cały tydzień z mojej twarzy nie schodził uśmiech, dotrzymałam słowa. Byłam z siebie dumna, i czułam się o wiele lepiej, a teraz? za parę godzin będę tańczyć, bawić się, mam nadzieję, że wszystko się ułoży.
Wzięłam kąpiel z bąbelkami, wylegiwałam się w wannie z godzinę, aż moje palce miały pomarszczoną skórę. Ubrałam się w dresy i zeszłam na dół, właśnie przyjechał brat ze świadkiem, i dwoma innymi chłopakami, jeden był kierowcą Marka, okazało się że to jego przyjaciel Michał, a drugi był naszym kierowcą, też przyjaciel Marka, Rafał, od razu z nimi się dogadałam, niedługo po tym przyjechał kamerzysta, i Marek zaczął się szykować. Gdy pojechali, zaczęliśmy i my się szykować, poszłam do swojego pokoju, ubrałam się,pomalowałam i założyłam biżuterię, bo kilkunastu minutach byłam gotowa, włosy mi się poskręcały, i nie musiałam męczyć się z lokówką, schodząc na dół, zobaczyłam Rafała siedzącego na fotelu.
-Cześć.-powiedziałam i się uśmiechnęłam.
-Wow! świetnie wyglądasz.-usłyszałam, zarumieniłam się, dobrze że mam lekki makijaż, i nie widać pod nim moich wypieków.
-Dziękuje.-powiedziałam, i dostrzegłam, że ma na sobie garnitur, białą koszule i czarny krawat, wyglądał świetnie, uwielbiam facetów w garniturze.
Po chwili doszli do nas rodzice, i pojechaliśmy do kościoła. Usiedliśmy z przodu, rozglądałam się niepewnie po kościele, stresowałam się, nie wiadomo czym, ludzi coraz więcej, coraz więcej rodziny, przyjaciół, osób których nie miałam okazji poznać, Marka przyjaciele, i Pauliny rodzina, a jego nie było widać, opanowałam.-Tak długo wytrzymałam, to i teraz wytrzymam,.-pomyślałam.
Wpatrywałam się w ołtarz, za chwilę rozległ się dźwięk, i do kościoła weszła panna młoda, prowadzona przez chrzestnego,a przy ołtarzu czekał szczęśliwy Marek, w wózeczku spał Gabryś, ubrany pięknie, nawet muszkę miał. Wszystko było idealne. Skupiłam się na ceremonii, nie odwróciłam nawet głowy, by sprawdzić czy przyszedł.
-Ogłaszam Was mężem i żoną........-wzruszyłam się, mój brat, mój kochany brat, poczułam się dziwnie, jakbym go straciła, a zarazem byłam szczęśliwa jego szczęściem, powoli wszyscy wychodziliśmy za Państwem Młodym, Marek wziął na ręce Gabrysia i ruszyli w kierunku wyjścia, my za nimi, wychodząc z ławki, zamarłam, moje serce zaczęło bić mocniej, nie mogłam się ruszyć. Dostrzegłam go, stał oparty o kolumnę wpatrując się we mnie, wszystkie uczucia do mnie wróciły, w końcu ruszyłam z miejsca, stawiając nogę za nogą, jakbym uczyła się dopiero chodzić. Czułam jak się cały czas patrzy, aż w końcu i on ruszył do drzwi..Moje serce biło jak oszalałe, czułam się dziwnie, chciałam płakać, a zarazem cieszyć się jak dziecko, widząc go, tam jak stał i się patrzył, ubrany w garnitur, i czarną koszule,i różowy krawat, czy On dopasował się strojem do mnie? niee, przecież nie wiedział w co się ubieram. Miałam mętlik, chciałam wyjść z kościoła szybko, poczułam że mam nogi jak z waty, zrobiło mi się słabo, a na sobie czułam oddech Kuby.....



Hej!
W końcu napisałam.. Przepraszam i dziękuje.
Mam nadzieje , że się podoba. Chciałabym napisać więcej ale muszę się iść uczyć.
Dziękujee, i jeszcze raz najmocniej przepraszam.
Pozdrawiam;3
buziaki;*
Olaa;D

czwartek, 9 października 2014

Przepraszam....

Witajcie kochani!
Nie olałam Was, codziennie tu wchodzę. Przepraszam, że  tak rzadko wstawiam rozdziały, ale na prawdę mam straszny ostatnio czas, muszę się pozbierać i ogarnąć, obiecuje, że w najbliższym czasie wstawię kolejny rozdział. Wybaczcie mi i zrozumcie mnie. Na prawdę chciałabym dodawać częściej. Dajcie mi trochę czasu. Postaram się w weekend dodać ale nie obiecuje, dzisiaj nie dam rady, za dużo łez..
Przepraszam..
Ola.

piątek, 19 września 2014

Kolega Brata cz. 62

Dostałam pokój z widokiem na morze, tuż obok pokoju rodziców, byłam szczęśliwa, że mogę być tutaj, tylko brakuje mi ukochanej osoby przy mnie. Wychodząc na balkon, poczułam podmuch wiatru, i woń morza, cudowne uczucie, fale obijały się o brzeg, wszystko było magiczne, pomimo późnej pory. Byłam bardzo zmęczona, więc postanowiłam iść spać.
Rano obudziłam się parę minut po ósmej, na telefonie miałam dwa połączenia nieodebrane od rodziców i sms, o treści: "Wstawaj śpiochu!;*". Gdy się ocknęłam oddzwoniłam do mamy.
-W końcu Polu, ubieraj się i z chodź na dół na śniadanie czekamy już dwadzieścia minut.
-Dobrze.
Zwlekłam się z łóżka, ubrałam spodenki i bokserkę, od razu zeszłam na dół, gdzie rodzice już czekali ze śniadaniem.
-Wyspana?-zaśmiał się tata.
-Tak.-Uśmiechnęłam się i zaczęłam jeść kanapki.
Po śniadaniu mamy iść na plaże, a po południu pozwiedzać, wszystko było zaplanowane. Jak rodzice mówili tak też było, przebraliśmy się w stroje, zabraliśmy potrzebne rzeczy i poszliśmy się opalać. Nie łatwo było znaleźć wolne miejsce, już od samego rana  tyle ludzi. Gdy w końcu znaleźliśmy idealne miejsce, rozłożyliśmy się i położyliśmy. Nie mogłam sobie znaleźć miejsca, czułam się dziwnie. Jestem w tak pięknym miejscu, a ja nie wiem co ja tu w ogóle robię, samej jakoś tak nudno, rodzice wylegują się i korzystają ze słońca, a mnie męczy ciągłe leżenie. Wyjęłam książkę i zaczęłam ją czytać. Chciałam odgonić jakiekolwiek myśli, i przenieść się do innego lepszego świata. Po chwili poczułam uderzenie, była to piłka, wzięłam ją z zamiarem podania, gdy ujrzałam Damiana. Poczułam dziwne ukłucie, uśmiechnęłam się na jego widok. Wstałam, a on podszedł do mnie, był również mocno zaskoczony jak ja.
-Poluu..jak cudownie Cię widzieć! tęskniłem, choć jeszcze wczoraj Cię widziałem. I przepraszam za piłkę, mam nadzieję, że nic Ci nie jest.
-Nie nic się nie stało, też się cieszę, że Cię widzę.-Uśmiechnął się, gdy usłyszał moje słowa.
-Może przejdziemy się?
-Oczywiście.-Powiadomiłam tylko rodziców, i ruszyliśmy, przywitałam się z jego młodszą siostrą Leną i poszliśmy wzdłuż morza.
-Pięknie tu jest, prawda?-zapytałam.
-Przepięknie, ale i tak Ty jesteś piękniejsza.
-Damian..daj spokój.-zaśmiałam się, a on tylko spojrzał się na mnie smutnym, a zarazem szczęśliwym wzrokiem.
-Kiedy przyjechałeś?
-Dzisiaj rano, nawet nie wiedziałem gdzie dokładnie jedziemy, a tu proszę, spotkaliśmy się.
-Ja się cieszę.-powiedziałam.
-Ja jeszcze bardziej.
-A gdzie nocujesz?
-W tamtym hotelu.
-Ja też!-Damian z tego szczęścia złapał mnie i zaczął okręcać wokół własnej osi.
Spędziliśmy mile czas, umówiliśmy się na wspólny zachód słońca, i rozeszliśmy się do swoich rodzin.
Rodzice akurat zbierali rzeczy i mieli zamiar dzwonić do mnie. Zabrałam swoją torbę i ruszyliśmy do hotelu, gdzie poszliśmy na obiad, a następnie wyruszyliśmy na zwiedzanie okolicznego miasteczka. Przy oglądaniu straganu z biżuterią, usłyszałam telefon. Nie patrząc kto dzwoni odebrałam.
-Tak?-zapytałam po chwili.
-Cześć Polu.-zamarłam słysząc głos Kuby.-Proszę nie rozłączaj się..
Nie mogłam wydusić z siebie słowa, ani jednego małego słówka, moje ciało zamarło, znieruchomiałam w każdym miejscu, nie mogłam się ruszyć, nic, prócz jednej łzy spływającej po policzku.
-Posłuchaj musimy porozmawiać, już dłużej nie wytrzymam, tęsknie za Tobą jak cholera, proszę daj mi się wytłumaczyć, daj mi choć pięć minut, wyjdź przed dom za kilka minut.
-Przepraszam ale nie mam ochoty tego słuchać, a poza tym nie ma mnie obecnie w domu, i nie wiem kiedy wrócę, cześć.-Powiedziałam na jednym oddechu i się rozłączyłam.
-Poluś zobacz jaka piękna.-powiedziała mam pokazując bransoletkę z bursztynem,
-Tak jest przepiękna.-przytaknęłam.
-Co się stało? Wyglądasz jakbyś co najmniej ducha zobaczyła.
-Nie nic się nie stało, tylko strasznie podobają mi się te bransoletki i naszyjniki, a te pierścionki są cudowne.-powiedziałam na odczepnego. Pani sprzedawczyni uśmiechnęła się do mnie i podała mi jedną z bransoletek i powiedziała gdy mama odeszła:
-Jesteś śliczną dziewczyną, i nie warto się smucić, ciesz się chwilą ma droga, bo nie wiesz co się może wydarzyć.to ode mnie mały prezent dla Ciebie, mam nadzieję, że przyniesie Ci ona szczęście.
-Dziękuję.-powiedziałam ze łzami i odeszłam. Pokazałam mamie ją, a następnie założyłam.
-Ta pani ma rację-pomyślałam. Próbowałam zapomnieć o nim, o tym wszystkim, zostawić to wszystko w tyle, nie chce by wspomnienia mnie dogoniły.
Resztę południa minęło bez niespodzianek, za to zakupowo, zwiedzanie zmieniło się w kupowanie ubrań, łażeniem po sklepach, przymierzaniem, a oglądanie zabytków odłożyliśmy na inny dzień.
Gdy wróciliśmy od razu wpadłam na Damiana, który przypominał o zachodzie słońca, widać było, że jest szczęśliwy, czy moja osoba tak na niego działa?
Po kolacji, i przebraniu się w leginsy, bo zrobiło się nieco chłodno. Damian już czekał przed hotelem. Idąc zapanowała niezręczna cisza, którą po chwili przerwał.
-Polu, czy pozwolisz mi spędzać ze sobą czas? Mi wystarczy Twoja obecność. -Spojrzałam się na niego, nie wiedząc co powiedzieć.
-Odpowiedz, proszę..
-Dobrze, nie widzę nic przeciwko, bardzo lubię Cię, i jesteś moim jedynym przyjacielem.
-Dziękuje! Jesteś wspaniała, czy mogę Cię przytulić?
-Tak..-Przytulił mnie, drżał, w jego oczach były iskierki nadziei i szczęścia. Usiedliśmy blisko morza, na wprost zachodzącego słońca, cudowny widok, zawsze o tym marzyłam, marzyłam by wtulić się w ukochaną osobę i patrzeć na znikające słońce za horyzontem, i spacerować wzdłuż plaży. Spojrzałam się na Damiana, który mnie objął i obserwował słońce z zachwytem,
-Nawet nie wiesz jak bardzo jestem szczęśliwy! Jest Ci może zimno, albo chciałabyś może coś?
-Nie spokojnie, jest wszystko dobrze, nic mi nie trzeba.
-Chce o Ciebie dbać i być zawsze przy Tobie. Zrobię dla Ciebie wszystko, chciałbym tylko byś mnie pokochała.-Po raz drugi nie wiedziałam co powiedzieć, zrobić, czułam się strasznie podle, że w jakiś sposób ranię Damiana, a nie mogę pozwolić na to, bo nie chce by ktoś przeze mnie cierpiał. Może uda mi się odkochać, i zakochać ponownie, ale nie teraz nie potrafię tak. Zbyt szybko, zbyt trudno.
-Jesteś wspaniały! uwielbiam Cię, ale nie jestem teraz w stanie mówić o uczuciach, nie potrafię tak szybko zapomnieć,
-Rozumiem, dlatego nie pospieszam, dam Ci czas, tylko boję się, że mi uciekniesz, że powiesz, że jednak nie.
-Ja  nic nie obiecuje Damian, ja nie obiecywałam, że cokolwiek będzie.
-Wiem, dlatego tym bardziej się boje,że nie jestem na tyle dobry by być z Tobą, może za mało się staram, powiedz co mogę zrobić?
-Ja niczego nie oczekuje, robisz wystarczająco dużo.
-Tylko proszę o jedno.
-Tak?
-Bądź zawsze ze mną szczera.
-Oczywiście, a Ty ze mną.
-Dziękuje.-powiedział, i przytulił się. Atmosfera była napięta, ale zmieniliśmy temat i było o niebo lepiej, spacerując po plaży, zaczęliśmy się wygłupiać, i ganiać.
-Zaraz Cię złapie i załaskotam!-krzyknął
-Śnisz, prędzej ja Ciebie.-zaśmiałam się, gdy mnie złapał upadliśmy na piasek śmiejąc się i tarzając w piasku. Spędziliśmy ze sobą cały wieczór, około dwudziestej drugiej odprowadził mnie do pokoju, pocałowałam go w policzek i weszłam do swojego pokoju, wychodząc na balkon, zobaczyłam rodziców na sąsiednim balkonie, siedzieli i wpatrywali się w morze.
-Jestem jakby co.-powiedziałam, uśmiechnęłam się, opowiedziałam w skrócie rodzicom jak było, i poszłam wziąć długą kąpiel.
Po wyjściu z wanny udałam się do łóżka, na telefonie miałam wiadomość od Damiana
-"Kochanie życzę Ci kolorowych snów, i do zobaczenia Księżniczko;* ~<3"
Kochanie? Księżniczko? Nie mogłam pojąć jak daleko to doszło, odpisałam "Dobranoc" i schowałam się pod kołdrę, mając nadzieję, że wszelkie problemy znikną.
A może powinnam dać mu szansę, w końcu On mnie kocha, a nie wolno igrać z miłością, ale czy to nie będzie oszustwo? Lecz z drugiej strony dać komuś szczęście samą obecnością. Może warto spróbować, a może nie, nie chce by cierpiał.
~Następnego Dnia~
Rano obudziłam się z lekkim bólem głowy, zwlekłam się z łóżka, naszykowałam się na spotkanie z Damianem,z którym mam spędzić cały dzisiejszy dzień, może i nawet tydzień, jeszcze tyle tu będę. Nie wiem czy się cieszę, ale nudzić się nie będę.
-Gotowa?-usłyszałam gdy otworzyłam drzwi.
-Tak-zabrałam torebkę i wyszliśmy, najpierw poszliśmy na śniadanie, a później na oglądanie straganów z pamiątkami, i lody.
Dzień mijał cudownie, ciągłe śmianie, wygłupianie, kupowanie kolejnych bransoletek, pocztówek, i wszystkiego innego, na pobliskiej ławce wypisaliśmy pocztówki i wysłaliśmy do naszych przyjaciół, bawiliśmy się wspaniale. Zapominałam o wszelkich smutkach, czułam że muszę się odwdzięczyć, za miłość jaką mnie obdarowuje, wiem że nie oczekuje niczego w zamian, lecz oczekuje czegoś, czego nie mogę mu w pełni darować, mej miłości, kocham go jak przyjaciela, nie jak chłopaka, moje serce jest oddane komu innemu..
Ciągle rozmawialiśmy, coraz bardziej zdawałam sobie sprawę, że on mnie kocha ponad wszystko. Nie wiem kiedy nastał ten moment, kiedy pozwoliłam, aż na takie zbliżenie.
~~~~~~~~
Kolejne dni mijały podobnie, raz byłam z rodzicami, a raz z Damianem, wieczorami wspólne zachody słońca, Damian zbliżył się jeszcze bardziej, dbał o mnie w każdej chwili, stawiał mnie nad wszystkich, jakbym była z porcelany, bał się, że może mnie zranić, że zaraz mogę  się stłuc na milion drobnych kawałków, że jestem taka drobna i krucha, zraniona. A ja czułam, że jego mogę zranić, i przestanie wierzyć w miłość, nie mogę tego zrobić, nie mogę go skrzywdzić. Może w końcu go pokocham, i obdarzę uczuciem na jakie zasługuje. Gdyby zakochał się w kimś innym , Paulinie albo Oli, byłoby łatwiej, One przyjęłyby Go od razu. Ostatnio lecą na wszystko co się rusza, niestety.
Moje myśli nie odpływały nigdzie indziej, lecz bawiłam się cudownie w jego towarzystwie, czułam się jak księżniczka, tak jak i Kuba mnie traktował. Może wtedy odkocham się w Kubie, jeśli będę w pełni oddana jemu.
Damian już nie krył słów, ciągle powtarzał, że mnie kocha, nawet odważył się i mnie pocałował, później coraz  częściej, nie odpychałam go, lecz nie czułam nic, kompletnie pustkę, wręcz coraz bardziej oddalałam się od niego, z dnia na dzień, mnie miałam ochoty się z nim widzieć, ale byłam pewna, że choćbym miała się zmuszać, nie sprawię mu przykrości, i nie pozwolę by dogoniły mnie wspomnienia.
-Jutro Poluś wyjeżdżasz, ja jeszcze będę dwa dni.
-Szybko minie, zobaczysz.
-Obyś miała rację.-powiedział i mnie pocałował.
Wieczorem wybraliśmy się na imprezę na plaży, była zorganizowana przez hotel. Świetna muzyka, ciągle tańczyłam,byłam w swoim świecie. Damian szczęśliwy, wirował na parkiecie razem ze mną, nie opuszczał mnie na krok, nie pozwolił nikomu się do mnie zbliżyć.
Mój wyjazd się nieco przedłużył, mieliśmy być z rodzicami tylko tydzień, a jesteśmy już dziewięć dni, za tydzień Marek ma ślub, pomimo, że mam zaproszenie z osobą towarzyszącą, nie zaproszę Damiana, nie mogę, a może po prostu nie chce. Trudno mi jest myśleć racjonalnie. Cieszę się, że z samego rana wyruszamy, będę mogła w końcu zobaczyć małego, i będę w swoim własnym pokoju, łóżku, zobaczę przyjaciół, i będę mogła zacząć przygotowania do brata wesela.
Po północy byłam w pokoju, nie mogłam spać, po dłuższych męczarniach bezustannego leżenia, zaczęłam się pakować,zbierać swoje rzeczy walające się po pokoju, w łazience, aż po godzinie byłam całkowicie spakowana, jedynie ciuchy zostawione na rano, i parę kosmetyków zostało na wierzchu. Napiłam się wody truskawkowej i położyłam się zmęczona spać, może teraz uda mi się usnąć, jest już coś po trzeciej.
Rano obudzili mnie rodzice, z tego wszystkiego zapomniałam zamknąć pokoju, tata zabrał moje torby i zaniósł do samochodu, a ja przebrałam się  poszłam za rodzicami. Nawet nie pożegnałam się z Damianem, rodzice chcieli po drodze jeszcze wjechać do paru miejsc.







Hej:D
Tak więc w końcu mi się udało, zmotywowaliście mnie, Dziękuje!<3
Nie było łatwo, ale mam nadzieję, że spodoba się Wam. :)
Jest ciężko, coraz bardziej z bagna wchodzę w większe bagno, i nie daję sobie rady z niektórymi sprawami. W moim życiu ostatnio często goszczą łzy, nie wiedziałam, że miłość aż tak rani, a może wiedziałam, już sama nie wiem.
Życzę Wam Miłego Weekendu:*
Do usłyszenia Kochani!<3
Dziękuje, że jesteście, oraz że jesteście cierpliwi i wytrwali, jestem przeogromnie szczęśliwa, że jesteście przy mnie cały czas <3
Buziaki^^
Ola:*

sobota, 6 września 2014

Witajcie Kochani;* Jestem w trakcie pisania kolejnego rozdziału, ale mam zastój bo nie mam weny, i kompletnie stoję w miejscu po paru zdaniach. I nie wiem co teraz;D Mam nadzieję że moja wyobraźnia, niedługo powróci i będę mogła coś napisać;D Wybaczcie, postaram się szybko skończy i wstawić, do usłyszenia niebawem, Miłego dnia;*
Ola;*

niedziela, 24 sierpnia 2014

Kolega Brata cz. 61

Po kilku minutach byłam domu. Podziękowałam Damianowi, który po chwili odjechał. Czułam,że robię coś nie tak,że Damian na dużo sobie pozwala.. czułe słówka, częste przytulanie.. Czy na tym ma polegać przyjaźń? Czy przyjaźń damsko-męska tak w ogóle istnieje? coraz bardziej tego nie rozumiem.
-O Poluś! Jak dobrze, że jesteś!
-Stało się coś?
-Zostałaś ciocią!
-Paulina urodziła?
-Tak, śliczny i zdrowy chłopiec, o imieniu Gabryś.
Byłam wniebowzięta! Zobaczyłam zdjęcia małego, jest taki prześliczny. Marek szczęśliwy, miałam przez moment okazje z nim porozmawiać, tata zachwycony wnuka, nie mógł się doczekać kiedy go zobaczy.
Cały dzień minął nam na zachwycaniu się malutkim szkrabem.Nie było nawet momentu gdzie moje myśli skierowałyby się na, któregoś z chłopaków. Wieczorem do mojego pokoju przyszła mama z dwoma kubkami gorącej czekolady, usiadła koło mnie i podała mi kubek.
-Polu, powiesz mi o co chodzi? Widzę, że jest coś nie tak. To przez Kubę, prawda?
-Tak.
Spojrzałam się na mamę, w której dostrzegłam zmartwienie. Opowiedziałam jej wszystko, dosłownie wszystko co leżało mi na sercu, i o Kubie i o Damianie, słuchała uważnie, z moich oczy płynęły krople łez, ale mówiłam dalej. Potrzebowałam z kimś pogadać, z mamą zawsze mogłam, potrzebuje jej.
-Kochanie, martwię się o Ciebie razem z tatą, teraz znam powód, a raczej powody. Nie wiadomo jak to jest z Kubą, nie spodziewałam się tego po nim, ale uważam, że powinnaś dać sobie trochę czasu i dać możliwość kubie zrehabilitowania się, choćby wyjaśnienia sytuacji, wtedy się przekonasz jak to jest z jego uczuciami, teraz zaczynają się wakacje, z tego co wiem Marek ma Cię gdzieś zabrać, więc jutro po szkole zabieram Cię na zakupy, tak na poprawę humoru,m a teraz połóż się spać i nie myśl o tym Skarbie. A co do Damiana, to musisz mu powiedzieć na czym polega Wasza znajomość, i nie pozwolić mu na takie zbliżenie, bo chłopak się zakocha, o ile już tego nie zrobił. Dobranoc Poluś.
-Dziękuje mamo.-powiedziałam i przytuliłam się. Zrobiłam tak jak mama powiedziała, chwile przemyślałam jej słowa, i poszłam spać.
Wstałam wcześnie naszykowałam się i zabrałam potrzebne rzeczy, jak co ranka zjadłam śniadanie i poszłam do szkoły.
W szkole połowę lekcji nam przepadło z powodu zamieszania z zakończeniem roku szkolnego,z Olą wybrałyśmy się na shake'a czekoladowego do pobliskiej budki z lodami. Zadzwoniłam do mamy i powiadomiłam ją, że już może przyjechać po mnie.
-Co będziesz robić dzisiaj?-zapytała przyjaciółka.
-Teraz z mamą na zakupy, a później nie wiem, a Ty?
-Nie mam pojęcia, pewnie będę się nudzić, ale mama coś mówiła, że na działkę pójdziemy i rodzinka przyjedzie na grilla.
-To super.
-No nawet.-uśmiechnęła się, chwile jeszcze pogadałyśmy, i pożegnałyśmy się. Mama przyjechała i pojechałyśmy na miasto, Chodziłyśmy po wielu sklepach, co chwile miałyśmy coraz więcej toreb z zakupami, dużo kupiłyśmy ubranek dla Gabrysia, dla mnie nowy kostium kąpielowy, buty, spodnie, bluzki, i wszystko inne walało się w torbach.
-Nieźle zaszalałyśmy.-powiedziałam do mamy.
-Raz na jakiś czas nie zaszkodzi.-zaśmiała się i poszłyśmy do kolejnego sklepu.
Z daleka dostrzegłam Kubę, szedł jakiś przygnębiony. Zobaczyłam po chwili witającą się z nim Julię, pocałowała go policzek, a on uściskał najpierw ją a potem małego. Poczułam jak łzy napływają do moich oczu. Otrząsnęłam się, mama  zauważyła moje zachowanie, spojrzała się w miejsce gdzie ja spoglądałam i zobaczyła widok, który i ja zobaczyłam, pomimo wielu toreb, przytuliła mnie, i odciągnęła od szyby. Chodziłyśmy dalej po sklepach, ale już z mniejszym entuzjazmem, i chęcią. Gdy skończyłyśmy zakupowy szał, udałyśmy się załadowane po cały bagażnik do domu, zahaczając jeszcze o Tesco. Chodziłyśmy między regałami w poszukiwaniu produktów, które trzeba koniecznie kupić. W regale ze słodyczami spotkałam nie kogo innego jak Damiana, który w szkole dzisiaj nie był, przynajmniej go nie widziałam z Olą.
-Cześć Poluś!
-Cześć Damian.
-Co tam Moja Księżniczka powie?
-Damian musimy koniecznie porozmawiać.
-Mów dalej, o co chodzi.
-Tutaj?
-Tak!
-No więc, wiesz, że Kocham Kubę?
-Tak wiem.
-To dobrze, bo nie chce dawać jakiś znaków, czy choćby nadziei, i po prostu  głupio się czuje jak mówisz mi to wszystko.
-Ale nic nie poradzę, że Cię kocham, i chce być przy Tobie, nie oczekuje niczego, tylko pozwól mi być przy Tobie.
-Damian..przepraszam..-to co usłyszałam zbiło mnie całkowicie, chciałam z stamtąd zniknąć.-Nie wiem co powiedzieć, nie chce Cię zranić, mogę zaoferować tylko to co do tej pory przyjaźń, nic więcej nie mogę ci obiecać.
-Nie jesteś na mnie zła?
-Nie, nie jestem, a teraz wybacz ale muszę iść, mama na mnie czeka, odwróciłam się i poszłam do mamy, która rozmawiała z jakąś panią,. Po chwili byłyśmy już przy kasie, zdecydowanie ten dzień nie należy do najlepszych,a raczej jest na liście najgorszych. Zabrałyśmy zakupy i pojechałyśmy w końcu do domu, do mojego azylu.
Po rozpakowaniu samochodu, zabrałam swoje rzeczy i zaniosłam do pokoju gdzie je pochowałam. Postanowiłam wziąć kąpiel, jak pomyślałam tak też zrobiłam. Rozrobiłam pianę i położyłam się w wannie. Nie mogę sobie zdać sprawy z tego co dzisiaj usłyszałam i zobaczyłam.. On mnie kocha, chyba nie ten co trzeba, tego którego ja kocham, nie ma, i pytanie czy kiedyś będzie, zaczynają się wakacje, a mieliśmy tyle wspólnych planów, morze, wypady rowerowe, wycieczki, kino, spacery, wspólne noce, oglądanie filmów i wiele innych, wszystko uciekło, znikło za jednym dotknięciem różdżki, nie wiem jak długo tak pociągnę, boli mnie serce i dusza, kolejne pytanie jak boli dusza? czy może ona boleć?, jest to wszystko niemożliwie nie pojęte, wiele paradoksów, wiele pytań retorycznych, wiele sprzeczności w uczuciach, nienawiść, miłość, mieszanka wybuchowa i do tego zazdrość, ale bycie zazdrosnym o kogoś kogo już nie ma, jest czymś nieopanowanie cholernym uczuciem, Czuje, że Kuba chce wrócić do Julii, ze mną już dał sobie spokój, od tamtego wydarzenia z moim bratem ani razu się nie odezwał, nic kompletnie nic, pustka, którą nie umiem ukryć, nie mogę niczym jej zakleić, choć wiem że z czasem mi przejdzie ,troszeczkę, nie do końca, bo tak się nie da, nie da się zapomnieć osoby, którą się kocha ponad życie, nie tą która jest dla Ciebie ważniejsza, od samego siebie. Z czasem to uczucie może stanie się mniejsze, może już nie będę tak na niego reagować, ale te jego oczy, jego sylwetka, ramiona w których czułam się bezpieczna, których tak bardzo mi brakuj, brakuje mi przytulenia i pocałunków jego delikatnych i czułych ust. Brakuje mi jego.
-Pola do cholery opanuj się!-wypowiedziała zła na siebie, Za to co sama czuje się karce, nie daje rady z mylą, że mogę już nie przytulić się do niego. Kolejna łza spłynęła po moim policzku, Woda robiła się coraz zimniejsza, ciało moje drżało od zimna, a ja nie miałam siły by się ruszyć, nie mogłam opanować swoich uczuć, emocji, wszystko się we mnie gotuje, burzy się, i czeka aż ktoś otworzy by wybuchnąć, i czuje, że to byłaby eksplozja wszech czasów.  Za niecałe trzy tygodnie mój brat bierze ślub, podejrzewam, że pójdę sama, pomimo faktu, że Kuba i tak będzie, tyle, że nie ze mną, może z Julią, może sam, a może jeszcze z kimś innym. Jak ja lubię się dołować.
-Pola! stało się coś? co tak długo!
-Wszystko w porządku, już wychodzę.-powiedziałam.
Po chwili była już w pokoju, ubrana, ogarnięta, bez żadnego śladu po łzach, zeszłam na dół na kolacje, wieczór spędziłam z rodzicami, nawet na chwilę wpadł Marek i ucieszony opowiadał o małym członku rodziny, i o dzielniej Paulinie, z której był mega dumny. Co chwile zerkał na mnie, aż w końcu powiedział:
-Poluś, wiem że obiecałem, że na początku wakacji wyjedziemy, ale trochę się zmieniło, jak widzisz Paulina urodziła, i jest za mały, żebym mógł go zabrać, ale jeśli się zgodzisz to pojedziesz sama, albo z rodzicami.
-Marku nie przejmuj się mną, teraz Gabryś jest najważniejszy, ja to w zupełności rozumiem, jeszcze niebawem ślub, więc się nie martw mną, ja sobie dam rade, mogę siedzieć w domu, chociaż będę widywać małego.
-Pojechać i tak pojedziesz, tylko myślę, że lepiej będzie jak pojedziesz z rodzicami, bo samej to bałbym się Ciebie puścić, zaraz dziesięciu by za Tobą latało.-zaśmiał się brat.
-Dobrze, mi pasuje.-uśmiechnęłam się, a rodzice powiedzieli, że jedziemy nad morze, ucieszyłam się nieziemsko. Marek posiedział jeszcze chwile i pojechał do siebie, odpocząć, ja też poszłam do pokoju się położyć, cieszyłam się na prawdę mocno, zawsze marzyłam by jechać nad morze, a teraz to na wyciągnięcie ręki.
~~trzy dni później~~
-No to mamy zakończenie roku.-powiedziałam do mojej przyjaciółki.
-Ojj tak, w końcu, będziemy się często widywać?
-Oczywista oczywistość.-uśmiechnęłam się i przytuliłam Ole.
po apelu, dostrzegłam Damiana, z którym nie gadałam ostatnio w ogóle, przyszedł do mnie po chwili.
-Cześć Polu, przepraszam, że się nie odzywałem, ale nie miałem jak, parę problemów rodzinnych.
-Coś się stało?
-Nie, już wszystko w porządku.Rodzice się ciągle czepiają, że gram i że pale.
-Co o palenia mają racje! i do grania nawet też, nie ma co przesadzać.-Przytuliłam go, widząc jego smutek w oczach.
Po całej uroczystości, i p pożegnaniu się ze wszystkimi poszłam z Olą, Damianem i jedną dziewczyną z naszej paczki na pizze, Damian ze względu na to, że pełnoletni kupił nam po piwie jabłkowym, naszym ulubionym, a sam zamówił fantę, obiecał, że nas później porozwozi do domów.Bawiłam się dobrze, nie myślałam o niczym  innym jak o tym, że za parę godzin wyjeżdżam nad morze, tylko wrócę do domu, dokończę pakowanie i wieczorem wyjeżdżamy by w nocy dojechać do Hotelu i od samego rana iść na plaże. Moi przyjaciele zawzięcie rozmawiali , a ja myślałam, słuchałam i tak na zmianę. Z zamyślenia wyrwał mnie dźwięk dochodzący z mojej torebki był to mój telefon.
-Tak mamuś?
-Kiedy będziesz?
-Niedługo, a dlaczego?
-Bo chcemy jeszcze jechać do Gabrysia przed wyjazdem, chcesz jechać?
-Pewnie!
-To zaraz po Ciebie podjedziemy. Gdzie jesteś?
-Na Kaliskiej w pizzerii.
-Dobrze, za dziesięć minut jesteśmy, dam Ci znać.
-Dorze, pa.
-Zaraz będę jechać, bo rodzice chcą jechać do maluszka, jeszcze go nie widzieliśmy, dzisiaj dopiero można wchodzić.
-Ojj no szkoda, kiedy znowu się zobaczymy w takim gronie?
-Jak wrócimy z wakacji.-powiedziała.
-Zgadamy się! zawsze mamy skype.-uśmiechnęłam się,
-I telefony.-powiedziała Wiki.
-Damy radę.
Dostałam sms's od mamy, że już są, pożegnałam się ze wszystkimi i poszłam do rodziców. Do szpitala nie jest daleko, więc dojechaliśmy bardzo szybko, od razu znaleźliśmy się na oddziale ginekologcznym i zobaczyliśmy małego. Cudowne dziecko, strasznie podobne do mojego brata, parę detali ma po Paulinie, a tak wykapany Tatuś. Przeuroczy i przesłodki. Zachwycaliśmy się nim z dobrą godzinę, po tym czasie pożegnaliśmy się z bratem i Pauliną, po czym wróciliśmy do domu by skończyć pakowanie, rodzice byli zadowoleni z mojego świadectwa, a było dobre nawet bardzo dobre. Byłam z siebie dumna, bardzo dumna. Przestałam się zamartwiać wszystkim tym na co nie mam wpływu, nie mam ochoty płakać kolejny raz, Kuba chyba już sobie całkowicie odpuścił, może dobrze. Jeżeli to go ma uszczęśliwić to się cieszę jego szczęściem, on jest ważniejszy niż ja. I jego szczęście jest dla mnie ważniejsze od mojego.
-Pola jesteś gotowa?
-Tak, już idę.- Spakowałam ostatnią parę spodenek, i książkę. Zabrałam okulary i torebkę, i torbę , a potem zeszłam do rodziców, oni czekali już przy drzwiach. Po kilku minutach już jechaliśmy.
~~3 godziny później~~
Nawet nie wiem kiedy usnęłam, obudziłam się dość zdezorientowana, tata akurat gdzieś zbaczał z trasy, za zakrętu ujrzałam McDonalda, poczułam się głodna,
-O kochanie dobrze, że już nie śpisz, idziemy coś zjeść, jeszcze ponad godzinkę i będziemy na miejscu.
Zamówiliśmy jedzenie i poszłam się ogarnąć do łazienki, oczy miałam zaspane, włosy potargane, po chwili wyglądałam jak człowiek, gdy wróciłam czekało już na mnie zamówienie, pochłonęłam je bardzo szybko, powiedziałabym nawet, że za szybko.
Po kolejnej godzinie byliśmy na miejscu, było kilka minut po północy, w recepcji przywitano nas bardzo uprzejmie, zaprowadzono do pokoi i zaproponowano kolacje. Ale odmówiliśmy, Przytulny hotel, okazało się że rodzice znają managerów tego hotelu, i mieliśmy sporo upustów. Dostałam pokój z widokiem na morze, tuż obok pokoju rodziców, byłam szczęśliwa, że mogę być tutaj, tylko brakuje mi ukochanej osoby przy mnie.






Hejj:)
Przepraszam, po raz kolejny. Ale musicie mi wybaczyć i zrozumieć. Całe wakacje pracowałam od rana do popołudnia późnego, wracałam byłam zmęczona, albo gdzieś jechałam, wesele brata, problemy, i do tego jestem od miesiąca Singielką,, staram się po dwóch latach wrócić do codzienności, a do tego mój były, dopiero sobie uświadomił jak bardzo mnie kocha. Ale to długa historia:) bardzo długa.. nie chce się jakoś usprawiedliwiać:)  i myślę że dlatego Pola ma problemy miłosne:) jestem okrutna wiem, ale wstrzymam Was w niepewności:D
Za tydzień szkoła, a ja jeszcze nie odpoczęłam, ale nie żałuje że wstawałam o 4 rano i jechałam rowerem 8 km by zarobić:D mogę sobie sama kupić co chce, i nie naciągać rodziców, wspaniałe uczucie <3 mieć własne pieniądze i być niezależnym^^ Jestem z siebie dumnaaaa;D
Więc jeszcze raz najmocniej Was przepraszam i postaram się jak najszybciej napisać kolejny rozdział.
Buziaki:**
Ola <3
Jak Wam minęły kochani Wakacje?^^ jeśli posiadacie swoje blogi to chętnie poczytam w wolnej chwili ;D Pozdrawiam;] <3

środa, 2 lipca 2014

Kolega Brata cz. 60

Zabrali mnie do samochodu, i ruszyliśmy w niezanym mi kierunku.
-Polu?-ułyszałam głos brata. Ocknęłam się i spojrzałam na niego.-Jak się czujesz mała?-zapytał.
-Czuje się jak wyrzucony w kąt misiek, bo się dziecku znudziło.-Nie czekając długo przytulił mnie, a dziewczyny tylko obserwowały.-Gdzie jesteśmy?
Rozejrzałam się, nie poznawałam tego miejsca ani trochę.
-Jesteśmy w Opolu.-odpowiedziała Paula.
-Chciałem Cię tu zabrać, żebyś zobaczyła jakie to piękne miasto.-dopowiedział Marek.
Ola się tylko uśmiechnęła, a ja próbowałam wdusić na swoją twarz choć trochę uśmiechu.
Przechadzając alejkami, deptakami, promienie słońca muskały nam twarze. Wybraliśmy się na most zakochanych, do moich oczu napłynęły łzy, nie pozwoliłam na to by je dostrzegli. Postanowiłam, że będę udawać szczęśliwą tak jak kiedyś. Nie myślałam że ten czas do mnie wróci.
-Poluś,  a może przyjedziemy tu na wakacje? To już za pare dni.
-Tak! czemu by nie.-uśmiechnęłam się i naprawde byłam zadowolona z tego pomysłu.
-To super, Olu a Ty będziesz mogła?
-Niestety na początku wakacji wyjeżdzam do Grecji.
-Pozazdrościć-powiedziała Paulina.
-Albo mam lepszy pomysł na wakacje.-Powiedział Marek, po czym puścił oczko do Paulina, a ta się uśmiechnęła.
-Jaki?-zapytałam.
-Dowiesz się za tydzień.
Już za tydzień wakacje?! Nie wierze, jak to minęło. Tylko przetrwać ten tydzień-pomyślałam.
Chodząc wzdłuż Odry, podziwialiśmy widoki, robiliśmy zdjęcia, i jakby wszystkie problemy znikły.  Marek ani na chwile nie pozwolił mi myśleć o głupotach. Powiedział tylko, że wszystko się wyjaśnij i ułoży, żebym tylko mu zaufała. Poszliśmy na duże przepyszne lody, a Marek w tym samym czasie odebrał telefon, dziewczyny skupiły się na zamawianiu, a ja siedziałam przy stoliku , Marek troszkę odszedł, ale  wszystko  łatwością usłyszałam.
-Kuba, proszę daj jej odetchnąć, ja Tobie wierze, jesteś w końcu moim przyjacielem, a Poli daj czas, ona go potrzebuje, a Ty do tego czasu pomyśl jak masz udowodnić to wszystko. Przepraszam ale nie pomogę Ci, to moja siostra, i pomimo że jesteś moim przyjacielem, mam ochote Cię zamordować, bo zraniłeś osobę którą kocham ponad życie....
Przerwały mi dziewczyny, które przyniosły  lody, więcej nie usłyszałam, Marek przyszedł po chwili uśmiechnięty.
-Kto dzwonił?-zapytała Paulina.
-Dominik.-odpowiedział Marek i spojrzał na nią, ona tylko się uśmiechnęła i zaczeliśmy zajadać się lodami.
-Najlepsze lody jakie jadłam!-powiedziałam po chwili.
Wszyscy się ze mną zgodzili, po zjedeniu poszliśmy do galerii, kupiłam sobie pare rzeczy, i postanowiliśmy jechać do domu, w drodze powrotnej wstąpiliśmy do McDonalda. Najedzeni i szczęśliwi wróciliśmy po dwóch godzinach do domu.
-Zmęczeni?-zapytała uśmiechnięta mama.
-Trochę.-powiedziała Paulina, Ole podwieźlimy do domu, na zegarku było tuż po dziewiętnastej, ale ten dzień szybko minął.
Spakowałam brudnopis do szkoły, tylko tyle będzie potrzebne. Po czym wzięłam długą kąpiel i poszłam spać. Telefon w końcu umilkł, już nie było ciągłch smsów i połączeń, mój telefon świecił pustkami. Kuba się poddał?-pomyślałam.-Chyba tego chciałam, żeby dał mi spokój, żebym wszystko w głowie ułożyła. Ale co mam układać, precież nie dałam mu nic wytłumaczyć.- Z godziny na godzię czułam się coraz to gorzej, w końcu o pierwszej usnęłam,
Rano bez problemu wstałam, założyłam spodenki, boserke i trampki, rozczesałam moje włosy, i zeszłam na dół. Byłam sama, na stole czekały na mnie płatki i jogurt. Rodzice byli w pracy na rano, wrócą razem ze mną. Zjadłam śniadanie, napiłam się soku pomarańczowego i ruszyłam do szkoły. Do niej mam dwadzieścia minut drogi, więc spokojnie zdąże gdy nawet będę szła bardzo wolno. Jak nigdy wyszłam dość szybko z domu. Bo już o siódmej dwadzieścia. Po drodze spotkałam moją przyjaciółkę i razem szlyśmy, rozmawiając i się śmiejąc.
-Cześć Dziewczyny!-powiedział ucieszony Damian,
-Hej-odpowiedziałyśmy
-Co tam?
-A dobrze,byłyśmy wczoraj w Opolu.-powiedziała Ola.
-Super.
-A Ty co tam?
-Ja dowiedziałe się, że na początku wakacji jade nad morze, nie ciesze się zbyt z tego powodu.
-Dlaczego? zazrdoszcze Ci, ja byłam raz w żuciu, i marze by tam jechać.
-Chętnie bym Cię zabrał.-Poczułam jak na moich policzkach pojawiają się wypieki.
Ola mnie tylko szturchnęła i powiedziała po ciuchu "Ale on słodki"
Zaśmiałam się, a on mnie objął.
-Mam najwspanialszą przyjaciółkę pod słońcem.-dopowiedział.-Masz takie śliczzne lazurowe oczy, po prostu hipnotyzujesz mnie, nie mogę oderwać od Ciebie wzroku.-wyszptał tak bym tylko ja usłyszała, ja coraz bardziej czułam,że się rumienie, a serce bije mi coraz mocniej. Po dzwonku poszliśmy na lekcje.
-Polaaaaa, ale on jest słodki, podobasz mu się i to widać na kilometr, ten wzrok jak się na Ciebie patzry, awwww.-zaczęła piszczeć.
-Olu ja nie mogę mu się podobać, nie chce by cierpiał, ja kocham tylko Kube.
-Wiem Poluś, wiem.-Przytuliła mnie, a ja uroniłam jedną łze.
Przez kolejne przerwy unikałyśmy Damiana jak tylko się dało, lecz ostatnią lekcje miałyśmy tuż koło niego.
-Hejj, szukałem Was dzisiaj ciągle, gdzie zniknęłyście?-Spojrzałam na Ole a ona powiedziała:
- Byłyśmy praktycznie ciągle pod klasą, a jak nie to z tyłu szkoły na ławkach.
-Ahh tam nie byłem, ale na smsy też nie odpisałaś Polu.
-Ponieważ, nie wyciągałam telefonu z torby.-Co było prawdą, przy nim włączyłam telefon, i zobaczył 4 nieodebrane smsy i połczenia.
-Wybaczam.-uśmiechnął się.-Ale w rekonpensacie odwioze Cię do domu! i nie przyjmuje sprzeciwu. Ciebie Olu, te mogę podwieźć.
-Nie trzeba,poza tym musze iść dowód tymczasowy odebrać.
-Ale Ty Polu mi nie odmówisz.-Próbowałam coś wymyślić ale nie mogłam, nie byłam w stanie się skupić.
Po lekcji, Damian czekał tuż kolo mojej klasy, po czym pożegnałam się z Olą, a z Damianem ruszyłam do samochodu, milczęliśmy, aż w końcu odezwał się.
-Polu co jest?
-Nic.-wysiliłam się na uśmiech, ale w sumie będąc przy nim humor mi się poprawiał,jego obecność była dla mnie wazna, dostrzegłam to będąc z nim na sam, otworzył mi drzwi i zabrał na hot dogi, przetałam się smucić, a on cięgle opowiadał, W końcu ruszyliśmy do domu..



Hejj!:D
Witajcie ponownie, nie jestem trochę zadowolona z tego rozdziału, ale musicie mi wybaczyć.
Postaram się częściej dodawać jakiś rozdział, ale może być różnie.
tak więc dozobczenia niedługo.
Udanych Wakacji;*
Podrawiam<3
Ola^.^